Biznesy układu SB-Opus Dei

Smoleńsk – Opus Dei usuwa przeszkody do przejecia majątku Polski

Usunięcie Lecha Kaczyńskiego umożliwiło dalszą wyprzedaż majątku Polski (KGHM Polska Miedz itp).

Lech Kaczyński jako patriota blokowal sprzedaz za bezcen resztek majatku narodowego.

Po jego usunieciu związany z Opus Dei rząd Donalda Tuska dokończył wyprzedazy majątku Polski w rece zagranicznych czlonkow Opus Dei. L.K. zastąpił Bronisław Komorowski – prywatnie kolega Donalda Tuska, członek Opus Dei.

TAJNE ŁĄCZA, TAJNE INTERESY – W CIENIU SMOLEŃSKA

Jednym z najważniejszych tematów związanych z tragedią smoleńską, może okazać się sprawa podsłuchiwania urzędników Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Wiemy już, że w ramach działań Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego uruchomiono specjalną jednostkę celem inwigilacji prezydenta RP. Jako pretekst do podjęcia czynności operacyjnych posłużyła sprawa rzekomego ujawnienia poufnego raportu ABW na temat wyjazdu prezydenta Kaczyńskiego do Gruzji i tzw. incydentu gruzińskiego, podczas którego doszło do ostrzelania orszaku prezydentów Polski i Gruzji.

Tezy owego raportu ujawniła w listopadzie 2008 roku gazeta „Dziennik”. ABW uznało, że strzały w pobliżu samochodu, którym jechał prezydent Lech Kaczyński, były gruzińską prowokacją i zasugerowało, że najpewniej to sami Gruzini wyreżyserowali incydent z udziałem polskiego prezydenta i oddali strzały tuż obok konwoju. Tezę o gruzińskiej prowokacji oparto miedzy innymi na analizie zachowania prezydenta Saakaszwilego, który w trakcie incydentu miał ” być uśmiechnięty ” oraz na relacjach świadków, którzy twierdzili, że „gruzińska ochrona nie reagowała na strzały „. ABW twierdziła w raporcie, że „teatr na granicy” służył wzmocnieniu pozycji gruzińskiego przywódcy. Opinie zawarte w raporcie pokrywały się z oficjalnym stanowiskiem władz Federacji Rosyjskiej oraz opinią ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.

Dziennikarze przedstawiający treść poufnego raportu stwierdzili, że „jakość raportu kompromitowała ABW. Był on zwykłą prasówką, przeglądem tego, co o sprawie pisały media. Szef agencji nie przedstawił dowodów na poparcie daleko idących hipotez.”

Po publikacji „Dziennika” ABW domagało się, by prokuratura ustaliła źródło przecieku do prasy. Podjęto zakrojone na ogromną skalę czynności śledcze. Przesłuchano setki świadków, m.in. premiera, marszałków Sejmu i Senatu, ministrów, sprawdzano billingi urzędników z kancelarii Lecha Kaczyńskiego, sięgnięto do zapisów połączeń samego prezydenta i jego małżonki. Na podstawie billingów i BTS-ów przeprowadzano eksperymenty, gdzie poruszali się prezydenccy ministrowie, gdzie poruszał się prezydent, z kim się kontaktował, jak długo trwały rozmowy.

Po upływie roku, 26 listopada 2009 roku prokuratura postawiła zarzut ujawnienia tajemnicy byłemu szefowi Kancelarii Prezydenta Piotrowi Kownackiemu.

Można domniemywać, że działania operacyjne (podsłuchy, obserwacja) prowadzono przez cały rok 2009, a ich efektem był akt oskarżenia wobec urzędnika kancelarii. Inwigilacją objęto również dziennikarzy gazety „Dziennik”, sprawdzano ich połączenia telefoniczne, miejsca, gdzie się poruszali, przeglądano zapisy kamer z instytucji państwowych, w których przebywali.

Trudno przypuszczać, by waga ewentualnego przestępstwa ujawnienia zaledwie poufnego(niższa kategoria klauzuli tajności) dokumentu usprawiedliwiała zakres podjętych czynności. Za szczególnie niedopuszczalne należy uznać objęcie inwigilacją prezydenta Kaczyńskiego i jego małżonki.

Dlatego – jak przed kilkoma dniami powiedział Antoni Macierewicz – ” sprawa ta jest niezwykle poważna i należy ją wyjaśnić z perspektywy wydarzeń związanych z przygotowaniem wyjazdu do Katynia i katastrofy smoleńskiej „.

Myślę, że z tej samej perspektywy należy dziś spojrzeć na inną sprawę, związaną z możliwymi działaniami ABW w zakresie inwigilowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Gdy opisywałem ją w listopadzie 2009 roku wydawała się na tyle bulwersująca, że winna zainteresować parlamentarną komisję do spraw służb specjalnych, media i partię opozycyjną. Stało się jednak inaczej i choć cykl artykułów „TAJNE ŁĄCZA, TAJNE INTERESY – CZYLI W CO GRA ABW?” opublikowała „Gazeta Finansowa”, nigdy później nie podjęto tematu zagadkowych działań służby Krzysztofa Bondaryka w zakresie możliwości naruszenia bezpieczeństwa tajnych rozmów telefonicznych.

Gdy dziś mamy do czynienia z informacją o sprawdzaniu przez ABW bilingów prezydenckich, warto przypomnieć, że w tym samym roku 2009 mogło dojść do ujawnienia systemu szyfrującego tajne rozmowy prezydenta i innych najważniejszych urzędników państwowych.

Trzeba zauważyć, że nie chodzi o rozmowy prowadzone przez zwykłe telefony komórkowe, których bilingi przechowują operatorzy sieci komórkowych. Przez takie aparaty nie wolno przekazywać informacji stanowiących tajemnicę państwową. Na pierwszym poziomie utajnienia (rozmowy zastrzeżone) można wyłącznie podzielić się tajemnicą służbową. By przeprowadzić rozmowę na poziomie tajnym lub ściśle tajnym trzeba tego dokonać przez specjalny aparat – urządzenie kryptograficzne. Tego rodzaju aparaty polskie VIP-y otrzymały w roku 2008. W tym samym czasie w samolocie Tu-154, którym podróżował prezydent zainstalowano telefon satelitarny.

Chciałbym przypomnieć teksty trzech artykułów z listopada 2009 roku, w których przedstawiłem sprawę spółek TechLab2000 i Biatel S.A. oraz systemu SYLAN służącego zapewnieniu tajnej łączności głosowej. Był on wykorzystywany m.in. przez Kancelarię Prezydenta i Kancelarię Premiera. W tle tej sprawy mamy do czynienia z zagadkowymi działaniami służby Krzysztofa Bondaryka i wieloma, niewyjaśnionymi do dziś kwestiami.

Być może, spojrzenie na nią z dzisiejszej perspektywy pozwoli nam lepiej poznać okoliczności prowadzące do tragedii smoleńskiej.

***

TAJNE ŁĄCZA, TAJNE INTERESY – CZYLI W CO GRA ABW? – 1

Nawet jak na standardy obowiązujące w III RP rzadko się zdarza, by „wrzucony” do mediów temat został tak zgodnie podchwycony, powtórzony i zaniechany – jak informacja o „pożyczce pod tajny system” i rzekomym wycieku technologii systemu łączności niejawnej Sylan. Wiele wskazuje na to, że sensacyjny news na ten temat został skonstruowany z zachowaniem wszelkich zasad dobrej dezinformacji, przy zachowaniu proporcji 99% prawdy i 1% fałszu, a ponieważ dotyczył m.in. bezpieczeństwa tajnych rozmów telefonicznych między najważniejszymi osobami w państwie – mógł liczyć na uwagę odbiorców.

Przekazując tę informację, wszystkie media ograniczyły się do bezwiednego skopiowania wiadomości przedstawionych w artykule Rzeczpospolitej, by na tej, bezmyślnej czynności zakończyć swoją misję.

Tymczasem można przypuszczać, że mamy do czynienia ze sprawą niezwykle poważną, która powinna stać się przedmiotem rzetelnego zainteresowania mediów, polityków opozycji oraz sejmowej komisji służb specjalnych, a jeśli podejrzenia wynikające z analizy obecnej sytuacji okażą się zasadne – będziemy świadkami wielkiej afery ze służbami specjalnymi w roli głównej.

Przypomnę, że przekazana 18 listopada przez Rzeczpospolitą informacja dotyczyła problemów finansowych firmy Tech Lab 2000, z powodu których spółka ta została zmuszona do zastawienia na rzecz spółki BIATEL S.A. dokumentacji technicznej i certyfikacyjnej urządzeń wchodzących w skład systemu Sylan, to zaś – mogło doprowadzić do utraty kontroli nad systemem szyfrującym, używanym przez kancelarię premiera i prezydenta.

Dowiedzieliśmy się również, że w sierpniu br. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego powiadomiła prokuraturę o podejrzeniu ujawnienia tajemnicy służbowej. Zawiadomienie to ma związek „z udzieleniem przez firmę Biatel pożyczki firmie TechLab 2000” na mocy umowy z 2008 roku, opiewającej na kilka milionów złotych. 14 października br. Prokuratura Okręgowa w Warszawie zdecydowała o wszczęciu śledztwa w tej sprawie.

Wiktor Kuncewicz – prezes TechLab 2000 twierdzi, że umowa z BIATEL S.A była umową o współpracy, a o działaniach podejmowanych przez spółkę informowano na bieżąco ABW. Zdaniem Kuncewicza Tech Lab 2000 spłacił swój dług i nigdy nie utracił praw do systemu Sylan. Innego zdania jest Stanisław Kalankiewicz – prezes BIATEL-u, który twierdzi, że ponieważ w wymaganym terminie nie wpłynęły pieniądze od TechLabu, BIATEL stał się posiadaczem prawa do Sylana.

Płyta z dokumentami technologicznymi systemu od dnia podpisania umowy znajduje się w kancelarii tajnej BIATELU. Dane są jednak zakodowane, a klucz do ich otwarcia jest w kancelarii notarialnej. Prezes Kalankiewicz twierdzi, że dotychczas nie zapoznał się z dokumentacją, bo czeka na opinie ze służb specjalnych, w jaki sposób powinien to zrobić i czy ma do tego prawo. Rzeczpospolita cytuje wypowiedź „oficera ABW, który zna dokumenty sprawy”. Nie wyklucza on, że pracownicy BIATEL-u mogli bezprawnie zapoznać się z technologią, za co odpowiedzialność – zdaniem ABW – ponosiłby zarząd spółki TechLabu 2000. Dokumentacja Sylana jest bardzo cenna, jej wartość szacuje się nawet na kilkanaście milionów dolarów.

Artykuł w Rzeczpospolitej kończy się konkluzją komentującego sprawę płk. Mieczysława Tarnowskiego, (byłego wiceszefa ABW), który potwierdza, że ” jeśli będą dowody na wyciek technologii, Sylan zostanie wycofany z użytku. – W ten sposób stracimy bardzo dobrą, całkowicie polską technologię”.

To zdanie zadaje się stanowić clou tematu, a ponieważ wiele wskazuje, iż stanie się tak właśnie, jak przewiduje płk. Tarnowski- warto przyjrzeć się bliżej głównym bohaterom opisywanych zdarzeń oraz towarzyszących im okolicznościom.

Tech Lab 2000 to stosunkowo niewielka firma powstała w 1993 roku, jako spółka Instytutu Technologii Elektronowej. W 1995 roku kilku młodych naukowców Instytutu odkupiło udziały, będące w posiadaniu ITE i rozpoczęło samodzielną działalność. Już w dwa lata później mogli pochwalić się sukcesem, bo jako pierwsi na świecie opracowali tzw. sprzętowe szyfratory dysków twardych. Wśród innych światowych innowacji Tech Lab 2000 można wymienić miniaturowe sprzętowe generatory ciągu losowego oraz moduły kryptograficzne wykorzystywane w podpisie elektronicznym.

Ale prawdziwą dumą firmy jest System Sylan – kompleksowe rozwiązanie służące zapewnieniu poufności łączności głosowej, a w szczególności telefony szyfrujące GSM. System może być używany w sieciach telefonii analogowych, cyfrowych i bezprzewodowych i jest na tyle skuteczny i bezpieczny, że wykorzystują go kancelaria prezydenta i premiera.

Ostatnie wydarzenia w Polsce, ale również afery podsłuchowe w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech spowodowały, że także polskie firmy częściej sięgają po rozwiązania gwarantujące poufność rozmów telefonicznych. Dal nich Tech Lab 2000 reklamuje hasłem „Nie daj się podsłuchać” swój najnowszy produkt – telefon komórkowy szyfrujący, sprzedawany pod nazwą Xaos Gamma, który już trafił do sprzedaży w sieci komórkowej Orange. Zastosowany w nim algorytm szyfrujący jest wyjątkowo trudny do złamania, a zarazem na tyle szybki, że nawiązanie łączności następuje już po 1,5 sekundy.

Telefon został przetestowany przez Wydział Teleinformatyki Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i w maju br. uzyskał bardzo pozytywną opinię, w której dyrektor ds. Informatyki i Telekomunikacji Centrum Obsługi KPRM napisał m.in. – „Nie wykluczamy w przyszłości zastosowania aparatów Xaos Gamma do przetwarzania informacji na poziomie zastrzeżone.”

Wspominam o tym, bo osiągnięcia Tech Lab 2000 zasługują na uwagę i świadczą, że mamy do czynienia z dynamiczną, rozwojową firmą i nowoczesną, a nawet pionierską technologią kryptograficzną. Jest to o tyle ważne, że chodzi o rodzimą firmę, a specjaliści w tej dziedzinie od lat twierdzą, że jeśli polski rząd chce, by polskie tajemnice były bezpieczne, powinien przede wszystkim finansować narodowe badania i wdrożenia kryptograficzne.

Informacje o firmie świadczą również, że jej potencjał i osiągnięcia mają realną, ogromną wartość, a ewentualne przejęcie kontraktów Tech Lab lub jej technologii wiąże się z wielkimi zyskami.

Pojawia się w tym kontekście pytanie – jak mogło dojść do sytuacji, że tego rodzaju firma popadła w kłopoty finansowe i była zmuszona zawierać niekorzystne umowy, których konsekwencją jest obecna sytuacja i możliwość utraty profitów związanych z systemem Sylan? Z przekazów medialnych możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z lekkomyślnymi decyzjami biznesowymi, lub nawet nieudolnością zarządu spółki.

Żaden z dziennikarzy, przekazujących wiadomość o problemach Tech Lab 2000 nie zadał sobie trudu, by sprawdzić – jak w rzeczywistości wygląda sytuacja i co spowodowało, że firma stała się obiektem zainteresowania ABW. Jest to o tyle zaskakujące, że informacja zamieszczona na stronie internetowej spółki, zawarta w oświadczeniu jej zarządu, rzuca całkowicie inne światło na sprawę i nakazuje zweryfikować tezy pojawiające się w przekazach medialnych.

Istotą tej informacji wydaje się następujące twierdzenie władz spółki Tech Lab 2000:

” Widząc, iż działania ABW dążą do wyeliminowania systemu SYLAN z rynku w sposób całkowicie bezprawny, który nie tylko szkodzi działalności firmy TechLab 2000 jako spółki prawa handlowego, ale co najważniejsze stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa zarząd TechLab 2000 przedstawił Panu Premierowi szczegółową informację o sytuacji, w liście z dnia 23 października 2009 roku. Nasze pismo zostało potraktowana poważnie. Przed kilkoma dniami, 9 listopada 2009 roku, odbyliśmy w tej sprawie spotkanie z Sekretarzem Stanu w KPRM, Sekretarzem Kolegium ds. Służb Specjalnych Panem Jackiem Cichockim”.

Na jakiej podstawie, spółka formułuje tak poważny zarzut wobec służby pana Bondaryka? Znajdziemy w oświadczeniu precyzyjne argumenty. Czytamy bowiem:

” Najistotniejszym elementem sprawy jest nie to, iż doszło do transakcji pomiędzy TechLab 2000 i BIATEL opisanej w artykule pana Piotra Nisztora, opublikowanym 18 listopada br. w dzienniku Rzeczpospolita, lecz fakt, iż celowe działania prowadzone przez kierownictwo ABW zmusiły TechLab 2000 do podjęcia takiego kroku .

Na przestrzeni ostatnich 12 lat jako jedyna firma w Polsce TechLab 2000 certyfikował w ABW najwięcej, bo ponad 35 rozwiązań do ochrony informacji. TechLab 2000 opracował znacznie więcej podobnych rozwiązań. Jednak ze względu na całkowite zaniechanie w okresie ostatnich 2 lat certyfikacji zgłoszonych przez spółkę systemów, TechLab 2000 nie był w stanie wdrożyć ich do seryjnej produkcji i następnie sprzedaży, co pozostawiło firmę bez podstawowych źródeł utrzymania i pozbawiło możliwości dalszego rozwoju . Jednym z przykładów ilustrujących problem jest fakt, że w styczniu 2008 roku TechLab 2000 zgłosił do certyfikacji oczekiwany przez administrację publiczną szyfrujący telefon komórkowy Krypton. Odpowiednie badania nie zostały rozpoczęte do dzisiaj. Liczne interwencje zarządu TechLab 2000 w tej sprawie nie przyniosły oczekiwanego efektu a pismo z wnioskiem certyfikacyjnym wystosowane do ABW przez zarząd TechLab 2000 pozostało bez odpowiedzi.” (wytł.moje)

Nietrudno zauważyć, że przedstawione przez zarząd firmy stanowisko, różni się znacząco od przekazu medialnego, a przede wszystkim wskazuje na zupełnie inną rolę ABW, niż wynika to z oficjalnych wypowiedzi Agencji.

Możemy je poznać z opublikowanego na dzień przed stanowiskiem zarządu Tech Lab 2000, komunikatu ABW. Informacji w nim niewiele, ale warto zacytować:

” W związku z treścią artykułu autorstwa Piotra Nisztora pt. „Pożyczka pod tajny system”, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu „Rzeczpospolitej”, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego informuje, że system niejawnej łączności rządowej jest w pełni bezpieczny, zaś służby odpowiedzialne za jego funkcjonowanie stale monitorują jego niezawodność i zdecydowanie reagują na potencjalne zagrożenia.

Zapewnienie bezpiecznej łączności najważniejszym osobom w państwie jest jednym z priorytetów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom administracji państwowej w zakresie dysponowania mobilnym systemem do przekazywania informacji niejawnych, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wspólnie z MSWiA wdraża nowy, nowoczesny system łączności rządowej, w oparciu o polskie, narodowe rozwiązania kryptograficzne „.

Na ostatnie zdanie komunikatu ABW, zwraca uwagę zarząd Tech Lab i w nawiązaniu do niego stawia publicznie kilka ważnych pytań pod adresem Agencji:

” Jakie są powody, dla których ABW nie uznało za stosowne wykorzystać gotowego od 2 lat telefonu komórkowego Krypton? Na podstawie jakich przesłanek ABW zdecydowała się wdrażać mobilny system komunikacji niejawnej nie współpracujący z wdrażanym od 2003 roku systemem łączności niejawnej na bazie SYLAN?

Skoro ABW dostrzega oczekiwania administracji państwowej, to dlaczego przez ostatnie dwa lata dokonał zaniechania oraz kiedy w istocie planuje wdrożenie zapowiadanego systemu? TechLab 2000 jest jedynym w Polsce producentem , który opracował i wdrożył szyfrujący telefon komórkowy, czy zatem ABW ma zamiar dokonać analogicznego opracowania od podstaw, czy też wejdzie w porozumienie z producentem zagranicznym? Wreszcie może Agencja planuje zrezygnować z bezpiecznej łączności GSM na rzecz systemu trunkingowego? Jak w takiej sytuacji przedstawia się koszt takiego projektu wobec rozwiązania gotowego oraz co z bezpieczną łącznością mobilną poza granicami kraju?”

Ponieważ nie sądzę, by firma tej miary co Tech Lab 2000 formułowała pod adresem ABW ciężkie zarzuty o bezprawne działania, nie dysponując dostatecznymi dowodami – mamy do czynienia ze sprawą dużego kalibru, której warto poświęcić więcej uwagi, niż czynią to dotychczasowe medialne przekazy. Na kwestie dotyczące certyfikacji i rozszerzanych w tym zakresie uprawnień ABW zwracałem wielokrotnie uwagę. Obowiązujące procedury sprawiają, że Agencja może całkowicie dowolnie, praktycznie bez zewnętrznego nadzoru podejmować decyzje w kwestii dopuszczenia lub wykluczenia z obrotu określonych produktów, wymagających certyfikatów w zakresie ochrony kryptograficznej czy elektromagnetycznej. To zaś, pozwala służbie pana Bondaryka mieć realny wpływ na wiele sektorów naszej gospodarki. Można bowiem przy pomocy certyfikatu wspierać konkretne firmy i ich rozwiązania, lub przeciwnie – utrudniać im rozwój i poprzez odmowę lub zwłokę w procesie certyfikacji wpływać na przyszłość firmy. Udowodnienie takiego zamiaru jest praktycznie niemożliwe, skoro procedury certyfikacji nie podlegają kontroli, a całość postępowania objęta jest tajemnicą. Nie mamy żadnej możliwości, by prześledzić działania ABW w sprawie spółki Tech Lab – możemy zatem oprzeć się wyłącznie na oświadczeniu zarządu tej firmy i spróbować dostrzec tło obecnej sytuacji.

Być może pozwoli to znaleźć odpowiedź na pytanie – czy w przypadku Tech Lab 2000 mamy do czynienia z zaniedbaniem i urzędniczą opieszałością ABW, czy też wolno w tej sprawie upatrywać celowych i świadomych działań – podejmowane ze szkodą dla określonej firmy i co najważniejsze – godzących w bezpieczeństwo państwa? Czy chodzi o pospolite niedbalstwo, czy też mamy do czynienia z czymś więcej – np. próbą wyeliminowania systemu Sylan i firmy Tech Lab 200- na rzecz innego podmiotu i innej technologii?

Takiej wersji wykluczać nie można – szczególnie od czasu, gdy w Raporcie z Weryfikacji WSI ujawniono treść poufnego dokumentu zatytułowanego ” Przejęcie firmy za długi „, autorstwa radców prawnych .Czesława Dzemidoka i Marka Stejblisa. (aneks nr.21) Dowodzi on, że w arsenale działań służb specjalnych, przewiduje się również takie, które zmierzają do przejęcia (wchłonięcia) danej firmy przez jej wierzycieli, inwestorów, lub współwłaścicieli, a służby korzystają z tego rodzaju metod, by realizować własne interesy. Tym bardziej możliwa wydaje się sytuacja, gdy w wyniku różnego rodzaju kombinacji, zachowując pozory legalności i naturalnych procesów gospodarczych doprowadza się określoną firmę do takich zachowań, które można następnie wykorzystać przeciwko niej, na rzecz innego podmiotu, lub w interesie samych służb. Jest to tym bardziej możliwe, gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze i nowoczesne technologie, a efektem działań może być uzyskanie kontroli nad dostępem do na najbardziej strzeżonych tajemnic państwowych.

Ważną wskazówką w sprawie Tech Lab 2000, może się okazać historia firmy BIATEL .S.A., a w szczególności prześledzenie powiązań ludzi związanych z tą firmą i przedsięwzięć, w jakich BIATEL uczestniczył. Wiele bowiem wskazuje, że już raz spółka BIATEL stała się bohaterem w sprawie, w której służby i ich interesy odegrały istotną rolę.

Ważną wskazówką w sprawie Tech Lab 2000, może się okazać historia firmy BIATEL .S.A., a w szczególności prześledzenie powiązań ludzi związanych z tą firmą i przedsięwzięć, w jakich BIATEL uczestniczył. Warto na początek przytoczyć fragment oświadczenia zarządu Tech Lab 2000 z 19.11.br., dotyczący okoliczności współpracy z firmą BIATEL, tym bardziej, że z dotychczasowych przekazów medialnych można odnieść mylne wrażenie, iż chodzi o zastaw prawa do systemu Sylan pod umowę pożyczki. W stanowisku zarządu czytamy m.in.:

” W sierpniu 2008 roku TechLab 2000 podpisał z BIATEL UMOWĘ O WSPÓŁPRACY, na mocy której BIATEL miał zainwestować w rozwój SYLAN oraz produkować na licencji TechLab 2000 urządzenia systemu SYLAN, zaś TechLab 2000 odpowiadać za badania i rozwój. Zabezpieczeniem dla BIATEL, z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa były prawa do SYLAN, co jest naturalne w takich sytuacjach, gdyż wartością wytwarzaną przez TechLab 2000 jest know-how. Umowa została wypowiedziana przez BIATEL. Prawa do SYLAN należą natomiast do TechLab 2000.

Pewne elementy dokumentacji SYLAN posiadają co najwyżej klauzulę „poufne”. BIATEL z kolei posiada poświadczenie bezpieczeństwa przemysłowego do „tajne” wydawane przez Służby Ochrony Państwa, co uprawnia go do otrzymania depozytu dokumentacji SYLAN. Dodatkowo depozyt został zabezpieczony przed dostępem w sposób dalece wykraczający poza standardy przewidziane dla ochrony tajemnicy państwowej. Również ABW była informowana o przewidywanej współpracy z BIATEL. Skoro do obowiązków ABW należy ochrona kontrwywiadowcza, wydaje się oczywiste, że gdyby ABW uważała, iż BIATEL jest niegodny zaufania powinniśmy zostać wtedy powstrzymani od podpisania tej umowy”.

Nie wiemy, jakie konkretne okoliczności wpłynęły na decyzję zarządu Tech Lab 2000 o podjęciu współpracy z BIATEL, choć można wnioskować, że chodziło o zapewnienie środków na rozwój firmy i systemu Sylan. W kontekście informacji zarządu Tech Lab 2000, iż zaniechanie przez ABW certyfikacji zgłoszonych przez spółkę systemów w okresie ostatnich 2 lat sprawiło , iż ” TechLab 2000 nie był w stanie wdrożyć ich do seryjnej produkcji i następnie sprzedaży, co pozostawiło firmę bez podstawowych źródeł utrzymania i pozbawiło możliwości dalszego rozwoju” – można uznać, że spółka znalazła się w stanie konieczności, a oferta współpracy BIATEL wychodziła naprzeciw pilnym potrzebom Tech Lab.

Pewną wskazówką, dotyczącą sytuacji finansowej firmy może być informacja o wynikach spółki COMP.S.A, – od 1998 roku jednego z głównych udziałowców TechLab2000. W informacji COMP.SA za rok 2009 możemy przeczytać, iż ” wynik netto byłby w pełni zgodny z oczekiwaniami, gdyby nie one-offy na działalności finansowej, na które składają się: rezerwa na należności od firmy Techlab 2000 – ok. 600 tys. zł oraz ujemny wpływ z rozliczenia kontraktu forward związanego z działalnością spółki w drugim i trzecim kwartale”.

Ta okoliczność wskazująca na problemy finansowe spółki Tech Lab, do których (zdaniem zarządu) przyczyniły się zaniechania ze strony ABW wydaje się bardzo ważna, gdy chcemy oceniać fakt podjęcia współpracy ze spółką BIATEL.

O białostockiej firmie BIATEL, założonej w 1989 roku przez Stanisława Kalankiewicza było głośno przed kilkoma laty i wiele wskazuje, że już raz stała się bohaterem w sprawie, gdzie służby i ich interesy odegrały istotną rolę. Ponieważ w obu sprawach – tej sprzed 6 lat i w obecnej, można wskazać zadziwiająco wspólne okoliczności, warto przypomnieć o co wówczas chodziło.

W 2003 roku Newsweek opublikował artykuł zatytułowany „Sprawa o miliard”. Przedstawiono w nim historię przejęcia przez spółkę BIATEL udziałów w lukratywnym kontrakcie na produkcję nowych dowodów osobistych i paszportów. Było to jedno z największych zamówień publicznych w III RP, którego wartość opiewała na miliard złotych.

” W tej historii – jak pisali dziennikarze Newsweeka – pojawia się wszystko, czego potrzebowałby autor powieści szpiegowskich. Jest gra obcych wywiadów, są postaci rodem z filmów sensacyjnych, agenci służb specjalnych i państwowi urzędnicy najwyższego szczebla. Są także fałszerstwa dokumentów, nagłe zwroty akcji, wielkie pieniądze i podejrzenia o kradzież danych osobowych milionów Polaków.”.

Nie będę relacjonował szczegółów tej sprawy, kto zechce zapozna się z artykułem z 2003 roku. Dość przypomnieć, że w lutym 2000 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji kierowane przez Marka Biernackiego, ministra rządu Jerzego Buzka ogłosiło przetarg na wyprodukowanie nowych dowodów osobistych i paszportów. Zwyciężyło konsorcjum skupiające państwową Drukarnię Skarbową oraz małą prywatną węgierską firmę Multipolaris, której doradcą był as węgierskiego wywiadu z lat 80. generał Ferenc Hevesi Toth. Zwycięzcy założyli firmę Poldok 2000. Gdy w październiku 2001 roku do władzy doszła nowa ekipa, rządy w MSWiA przejął Krzysztof Janik, a kierowane przez niego ministerstwo rozpoczęło starania o wyeliminowanie z konsorcjum węgierskiej firmy. Oficjalny powód: trzeba uniemożliwić dostęp do najpilniej strzeżonych informacji zagranicznej firmie. Szefowie MSWiA nalegali, by Węgrzy sprzedali udziały w Poldoku. Na skutek tych nacisków, wkrótce miejsce Multipolaris zajął BIATEL, który był jednym z podwykonawców projektu zajmując się usprawnieniem systemu przesyłania danych osobowych z gmin do MSWiA. BIATEL został najpierw trzecim wspólnikiem, by wkrótce potem wykupić za niewiarygodnie niską cenę 50 tysięcy zł udziały Węgrów, którzy nieoczekiwanie wycofali się z konsorcjum. Nie wiadomo – dlaczego się wycofali, choć współpraca układała się dobrze, a umowa z MSWiA była podpisana do 2007 roku?

Gdy reporterzy Newsweeka wpadli na trop tego tematu, ich informatorzy za wszelką cenę starali się odwrócić uwagę od sprawy najważniejszej: powiązań prywatnej firmy BIATEL z pewnym państwowym urzędnikiem, który został zgłoszony przez BIATEL do rady nadzorczej konsorcjum Poldok. Dziennikarze wskazują przy tym na ciekawe zdarzenie:

” Do dziennikarza „Newsweeka” podchodzi jeden z posłów Platformy Obywatelskiej, zastrzegając sobie na wstępie anonimowość. – Mam coś dla pana – mówi ściszonym głosem, jakby się obawiał, że ktoś go podsłucha. – Słyszałem, że na czarnym rynku jest do kupienia baza danych o Polakach, z których ponad dziewięć milionów dostało nowe paszporty i dowody osobiste. Poseł nie chce odpowiedzieć na dodatkowe pytania. Wstaje od stolika. Odchodzi. Informacja jest tak elektryzująca, że nie przestajemy o niej myśleć”.

Jak się wkrótce okazało, informacje jakoby poprzez udział węgierskiej spółki było zagrożone bezpieczeństwo danych osobowych Polaków stanowiły rodzaj zasłony, ślepego tropu, mającego odwrócić uwagę od istoty ówczesnej afery. W sprawie przewija się wzmianka, że węgierska firma była dokładnie prześwietlona przez UOP i uznano ją za godną zaufania. Podejrzenia wobec niej, również ze strony ABW miały się pojawić dopiero po objęciu rządów przez SLD. Dyrektor Drukarni Skarbowej przyznawał, że z Węgrami nie chciało współpracować MSWiA kierowane przez Janika, a forma perswazji wobec Poldoku przybierała postać swoistego szantażu.

– ” MSWiA nie chciało w takim projekcie firm zagranicznych ” – twierdził dyrektor Drukarni. Gdybyśmy nie uwzględnili tych sugestii, moglibyśmy nie mieć możliwości udziału w przyszłości w innych przedsięwzięciach, np. w produkcji legitymacji służbowych dla pracowników instytucji państwowych”– dodawał.

Intencje MSWiA stały się całkowicie czytelne, gdy przedstawicielem firmy BIATEL w Poldoku został Grzegorz Białoruski – szef gabinetu politycznego ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Janika. Prezes BIATEL-u Stanisław Kalankiewicz twierdził, że choć zgłosił Białoruskiego do rady nadzorczej Poldoku, to jednak wcześniej go nie znał, a kandydatura była uzgodniona z Drukarnią Skarbową i MSWiA. Prawdopodobnie na potrzeby tego przedsięwzięcia powołano na początku 2003 roku spółkę BIATEL INFO – AUTOMATYKA, w której radzie nadzorczej znalazł się Grzegorz Białoruski. Spółka w 2006 roku została wykreślona z rejestru.

Sam Białoruski – po ujawnieniu afery złożył rezygnację z funkcji szefa gabinetu politycznego, a jego obowiązki przejął dotychczasowy zastępca i bliski współpracownik Roman Kurnik – w latach 80-tych szef kadr w Służbie Bezpieczeństwa.

Członek ówczesnej sejmowej komisji administracji i szef klubu parlamentarnego PiS Ludwik Dorn, mówiąc o aferze z udziałem BIATEL-u i Białoruskiego stwierdził, iż ” Nie tylko nastąpiło złamanie prawa, ale także mamy do czynienia z podejrzeniem potężnej afery korupcyjnej, na skalę być może większą niż afera Rywina „.

Sprawę jednak – zgodnie z zasadą obowiązującą w III RP – szybko wyciszono i nikt więcej nie poniósł konsekwencji.

Dziennikarze Newsweeka zastanawiali się wówczas – dlaczego wybrano firmę BIATEL, a nie żadną inną. Nie znaleziono przekonujących argumentów. Podkreślano jedynie, że białostocka spółka pracuje głównie na styku państwa z prywatnym biznesem, a sam prezes Kalankiewicz, zanim założył własną firmę, pracował w Telekomunikacji Polskiej. Najwięksi klienci BIATELA to Telekomunikacja Polska, Elektrim, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Wszystkie instytucje mają za sobą historię mocno upolitycznionych zarządów. Wśród klientów była również Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku i straż pożarna.

Zauważono również, że BIATEL był jednym z wykonawców światłowodu jamalskiego – biegnącego wzdłuż gazociągu Jamał – Europa. Za rządów Jerzego Buzka w listopadzie 2000 r. wybuchł skandal, gdy okazało się, że w strukturze własnościowej spółki Polgaz Telekom, zarządzającej kablem, państwowe PGNiG jest w mniejszości, a Polska nie ma pełnej kontroli nad przebiegającą przez jej terytorium infostradą.

Żadna z tych informacji, nie dawała odpowiedzi o przyczynę wyboru spółki BIATEL. Być może Newsweek mógłby napisać więcej, gdyby zajrzano do rejestru KRS, z którego wynikało, że we władzach spółki zasiadały wówczas dość wpływowe osoby. Wieloletnim dyrektorem BIATEL- u (1990-95) był Zbigniew Ejsmont, od 1999 zastępca przewodniczącego rady nadzorczej BIATEL, a od 2003 przewodniczący rady. W tym samym czasie Ejsmont był założycielem Białostockiej Szkoły Biznesu, a obecnie jest rektorem Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Białymstoku. W roku 2007 Zbigniew Ejsmont znalazł się na liście kandydatów na radnych regionu białostockiego z ramienia Platformy Obywatelskiej.

To oczywiście niczego nie wyjaśnia, ale warto zwrócić uwagę, że w ówczesnej radzie nadzorczej BIATEL-u zasiadał także Bogdan Niebisz – mąż Elżbiety Niebisz – wieloletniej dyrektor Departamentu Nadzoru Właścicielskiego w Ministerstwie Skarbu Państwa, obecnie doradzającej w sprawach energetyki u Zygmunta Solorza.

Niewątpliwie fakt, że we władzach spółki BIATEL.S.A zasiadało później wiele wpływowych postaci świadczy, że mamy do czynienia z firmą o mocnej pozycji. Na jej stronie internetowej można przeczytać informację, że ” w 2006 roku firma przeszła gruntowną restrukturyzację. Ciągły rozwój wymaga od nas dostosowania się do aktualnego otoczenia makro- i mikroekonomicznego dlatego zdecydowaliśmy się podzielić obszary naszej działalności na branże zorientowane w kierunku bezpieczeństwa .”

Również od 2006 roku można zauważyć, że w radzie nadzorczej spółki nastąpiły istotne zmiany. Na stanowisko przewodniczącego powołano wówczas Leona Komornickiego a w dwa lata później Janusza Steinhoffa. Generał Leon Komornicki był także członkiem rady nadzorczej innej spółki zależnej BIATEL-u – PRIMERA sp.z. o.o , zarejestrowanej w 2006 roku.

Generał Komornicki to absolwent Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR w Moskwie, w latach 1992-1998 zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego W III RP generał zrobił niebywałą karierę. Na początku lat 90. był dowódcą Warszawskiego Okręgu Wojskowego, w 1992 roku, mając zaledwie 45 lat, otrzymał od prezydenta Lecha Wałęsy nominację na generała dywizji i zastępcę szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Brał udział w słynnym „obiedzie drawskim”, którego uczestnicy opowiedzieli się przeciwko cywilnemu ministrowi obrony narodowej. W roku 1995 białostocki poseł Artur Smółko tak podczas posiedzenia sejmowego oceniał zachowanie i postawę generała:

” Pan generał Wilecki stwierdził nie tak dawno, pytany o sprawę generała Komornickiego, o angażowanie się polityczne generała Komornickiego, że pan generał Leon Komornicki jest absolutnie czysty jak łza. Chcę powiedzieć, że wobec tego jest to nowa miara czystości i pewnie można będzie za jakiś czas odwołać się do przysłowia: Czyste jak łza generała Wileckiego. Nie ma bowiem czystości w sytuacji, kiedy wystąpienia gen. Leona Komornickiego na spotkaniach sztabowych (sztabowych, trzymam się języka pana ministra) łamią ustawę o powszechnym obowiązku obrony; bo tak po prostu jest; jest to agitacja na terenie jednostek – w domyśle: z wykorzystywaniem jednak podległości służbowej – na rzecz jednego kandydata. Jest to złamanie ustawy o powszechnym obowiązku obrony, a jednocześnie jest to złamanie ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych – bo tak po prostu jest.”

Od 1998 roku Komornicki jest generałem w stanie rezerwy, a jego nazwisko znajdziemy w wielu radach nadzorczych prywatnych i państwowych spółek.

Janusz Steinhoff to były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, późniejszy (2004) założyciel Partii Centrum, która przed wyborami 2006 roku prowadziła rozmowy o połączeniu z Platformą Obywatelską. Obecnie Steinhoff jest prezesem zarządu krajowego partii i członkiem rad nadzorczych wielu spółek, w tym Spółki Doradztwo Gospodarcze DGA S.A., która w konsorcjum ze spółką Work Service senatora Misiaka z PO, była niedawnym bohaterem tzw. afery Misiaka.

Te same osoby, działające w radzie nadzorczej spółki BIATEL.S.A. znajdziemy w kilku innych, niezwykle ciekawych konfiguracjach.

Telekomunikacja, energetyka, zarządzanie informacją, elektronika – te strategiczne obszary gospodarki zawsze znajdowały się w centrum zainteresowania służb specjalnych. Z Raportu z Weryfikacji WSI możemy się dowiedzieć, że istniały przynajmniej cztery źródła finansowania sieci firm tworzonych przez wojskowy wywiad PRL – zapoczątkowane już w latach 80. a kontynuowane później. Najważniejszym były dochody z przemycanych z Zachodu części komputerowych, chronionych w latach 80. zakazem eksportu do krajów komunistycznych, a niezbędnych obozowi sowieckiemu w wyścigu zbrojeń. Sprzedawane do ZSRR i do KRLD części komputerowe przynosiły (jak stwierdzono w jednym z raportów) zyski rzędu 500-600 tys. USD za jednorazową partię dostaw.

Gdy po roku 1989 wielu oficerów ludowego wojska, po odejściu ze służby zaczęło robić karierę w biznesie, mogliśmy ich zwykle znaleźć w firmach należących do którejś z wymienionych branży. Oczywiście – powodem nie zawsze były związki służbowe, lecz najczęściej ogromne zyski, jakie przynosiła działalność firm informatycznych czy energetycznych.

Nie powinno zatem dziwić, że w firmie BIATEL S.A, założonej w roku 1989 członkiem rady nadzorczej od trzech lat jest gen. Leon Komornicki. To przykład niemal wzorcowej kariery biznesowej człowieka wywodzącego się z ludowego wojska. Komornicki jest członkiem rad nadzorczych w spółkach: Biatel S.A. (od 2006 r.) Arcus S.A. (od 2004 r.) DGA S.A oraz Pol- Aqua S.A. (od 2002 r.). Pełni również funkcję doradcy zarządu spółki Nom – 2 Sp. z o.o. oraz Keratronik Sp. z o. o. Jest także członkiem – założycielem Rady Organizatorów Business Centre Club.

„Zostałem zaproszony do rady przez generała Komornickiego, którego cenię, aby nadzorować wprowadzenie Pol-Aqua na giełdę. Uważam, że ta spółka działa w sposób przejrzysty. Ale wiem niewiele o jej przeszłości i osobach, które w niej pracowały – tak przed trzema laty Janusz Steinhoff uzasadniał swoją obecność w radzie nadzorczej spółki Pol-Aqua. Te dwie postaci – na co już zwracałem uwagę – znajdziemy jednocześnie w radach nadzorczych spółki BIATEL oraz w Pol-Aqua.

O tej ostatniej pisano obszernie przed trzema laty, gdy firma Ryszarda Krauzego Prokom Investments została akcjonariuszem wybierającej się właśnie na giełdę spółki Pol-Aqua. Wówczas Pol-Aqua zajmowała się m.in. budową rurociągu Przyjaźń. Zwracano uwagę, że przez władze spółki przewinęło się kilku generałów, wśród których był m.in. Konstanty Malejczyk, dawny szef Wojskowych Służb Informacyjnych (1994-96).

W tym samym 2006 roku dyrektorem Pol-Aqua został Ireneusz Misiołek, który w latach 1997-2004 był w PGNiG wicedyrektorem w pionie przesyłu i podziemnych magazynów gazu. Potem do 2006 r. pracował w firmie Megagaz, zajmując się kontraktem na budowę tłoczni gazociągu jamalskiego. Megagaz to kolejna spółka słynąca ze związków z ludźmi komunistycznej policji politycznej i oficerami LWP. W radzie nadzorczej spółki zasiadali m.in. Wiesław Huszcza (były skarbnik SdRP), Roman Kurnik (były szef kadr SB, późniejszy doradca ministra spraw wewnętrznych i administracji Krzysztofa Janika), admirał Romuald Waga (na początku lat 90. dowódca Marynarki Wojennej) i gen. Marian Robełek, były zastępca szefa Sztabu Generalnego ds. planowania strategicznego.

Ponownie o spółce Pol-Aqua usłyszeliśmy w roku 2008, za sprawą Leszka Misiaka i jego artykułu w „Gazecie Polskiej” – „WSI, Chińczycy i Euro 2012”. Okazało się wówczas, że komisja przetargowa w Narodowym Centrum Sportu, podjęła decyzję, że wykonawcą pierwszego etapu budowy Stadionu Narodowego w Warszawie będzie Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych Pol-Aqua SA z Piaseczna.

” Pol-Aqua – pisał Misiak – ” to firma, która zrobiła błyskawiczną karierę. Z małej spółki, zatrudniającej w 1990 r. zaledwie cztery osoby, stała się potentatem w zakresie budownictwa inżynieryjnego, ogólnego, ekologicznego, drogowego i budowy rurociągów. Początkowy kapitał zakładowy spółki wynosił równowartość dzisiejszej złotówki. Obecnie wartość firmy przekracza 2,1 mld zł. Właściciel 57 procent akcji, Marek Stefański, jest dwudziesty na liście najzamożniejszych Polaków, opublikowanej przez miesięcznik „Forbes”.

W radzie nadzorczej spółki zasiadali wówczas m.in. gen. Leon Komornicki, i gen. Sławomir Petelicki, były dowódca GROM i członek rady nadzorczej Biotonu Ryszarda Krauzego. W Pol-Aquie był również zatrudniony płk. Aleksander Lichocki – o czym dowiedzieliśmy się z zeznań Bronisława Komorowskiego złożonych przed prokuraturą.

” W październiku 2007 r . – zwracał uwagę Misiak – zarejestrowano w Moskwie spółkę Pol-Aqua Wostok, w której 51 procent udziałów ma Pol-Aqua, 24 proc. Prokom Ryszarda Krauzego, a resztę partner rosyjski. Spółka otrzymała koncesję na poszukiwanie nafty i gazu, budownictwo paliwowe i ogólne. To oznaka dużego zaufania Rosjan – dopuszczenie obcej firmy do udziału w strategicznym sektorze paliwowym”.

Ten sam dziennikarz, kilka miesięcy później opisał w „Gazecie Polskiej” działalność innej firmy, w której radzie nadzorczej również zasiadają gen. Leon Komornicki i Janusz Steinhoff. Chodziło o poznańską DGA S.A, która wspólnie z firmą senatora Platformy Obywatelskiej Tomasza Misiaka – Work Service została bez przetargu wybrana na doradcę zwalnianych stoczniowców. Wcześniej, w lipcu 2007 roku, DGA została doradcą prywatyzacyjnym Stoczni Gdańsk. Wielomilionowe zlecenie dla DGA i Work Service obejmowało realizację usług szkoleniowo-doradczych dla ośmiu tysięcy zwalnianych stoczniowców. Zastępcą przewodniczącego rady nadzorczej DGA S.A jest Karol Działoszyński – były poseł Unii Wolności, obecnie związany z Platformą Obywatelską.

” Senator Misiak jako szef komisji gospodarki narodowej pracował nad specustawą stoczniową, zgłaszał do niej poprawki. Przygotowana przez rząd PO specustawa dotycząca sprzedaży majątku stoczni Gdynia i Szczecin spowoduje, że skarb państwa, największy wierzyciel stoczni, straci 8 mld zł pomocy publicznej, które przekazał na pomoc dla stoczni, i cały ich majątek trwały. Przejmą go prywatni inwestorzy, pod których – tak twierdzą eksperci – ustawa została napisana” – pisał Leszek Misiak w 2008 roku. Z perspektywy wydarzeń związanych z przetargami stoczniowymi, wiemy, że była to prawdziwa ocena.

Warto zwrócić uwagę na firmy, w których radach nadzorczych zasiadają generał Leon Komornicki i Janusz Steinhoff , ponieważ łączy je wspólny mianownik. Wszystkie działają na styku państwa z prywatnym biznesem i we wszystkich znajdziemy ludzi związanych z ludowym wojskiem lub komunistycznymi służbami bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że w III RP są to firmy „specjalnego znaczenia”.

Firma BIATEL – o czym przypomniałem w poprzednim tekście, odegrała już przed kilkoma laty ważną rolę w operacji pozbycia się węgierskiego udziałowca konsorcjum Poldok, by wkrótce zająć jego miejsce w lukratywnym kontrakcie. Nigdy oczywiście nie wyjaśniono, jaka była rola służb specjalnych w tej operacji, lecz możemy wnioskować, że bez ich udziału biznesowa „sprawa o miliard” nie mogła się udać.

Trzeba pamiętać, że Tech Lab 2000 – jak wynika z oświadczenia zarządu tej spółki znalazł się w sytuacji przymusowej, gdy w sierpniu 2008 roku podjął współpracę z nowym inwestorem. Jedną z przyczyn powstania problemów finansowych było zachowanie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która przez ostatnie dwa lata zaniechała certyfikacji wyrobów Tech Lab 2000, co„pozostawiło firmę bez podstawowych źródeł utrzymania i pozbawiło możliwości dalszego rozwoju .” Tech Lab twierdzi, iż było to działanie zamierzone, służące wyeliminowaniu firmy z rynku. Istotną okolicznością – mogącą świadczyć, że w sprawie konfliktu wokół dokumentacji Sylan mamy do czynienia z działaniami celowymi – jest fakt, iż informację o „pożyczce pod tajny system” ujawniono mediom i przedstawiono w sposób jednostronny. Ten przeciek, wraz ze wzmianką o śledztwie prokuratury w sprawie ujawnienia tajemnicy służbowej wyraźnie sugerował, iż nieodpowiedzialne zachowanie Tech Lab 2000 mogło doprowadzić do wycieku technologii, np. do obcych służb i narazić bezpieczeństwo tajnych rozmów. Nie powinny zatem dziwić słowa, jakimi zarząd Tech Lab 2000 kończy swoje oświadczenie z dn.19 listopada br.:

” Rozsiewanie nieuzasadnionych podejrzeń, iż doszło do kompromitującego ujawnienia tajemnicy państwowej jest w naszej opinii próbą stworzenia pretekstu do zaprzestania użytkowania systemu SYLAN przez Rząd RP i zastąpienia go niekontrolowanymi przez Państwo Polskie rozwiązaniami zagranicznymi. I w tym właśnie widzimy bardzo poważne i rzeczywiste zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”.

Warto zauważyć, że z systemu Sylan korzysta również Ministerstwo Obrony Narodowej, zatem potencjalne zagrożenie dotyczy także obszaru naszej obronności i najprawdopodobniej zagranicznych misji wojskowych.

W dniu 14 listopada 2008 roku MON zawarł z Tech Lab 2000 umowę na dostawę urządzeń szyfrujących systemu Sylan, a konkretnie telefonów szyfrujacych ISDN Cygnus Titanium (+) Plus. W „protokole postępowania o udzielenie zamówienia” znajdziemy istotną informację, która w kontekście zachowania ABW – dopatrującej się możliwości ujawnienia technologii Sylan i odmawiającej certyfikacji wyrobów Tech Lab – nakazuje w innym świetle postrzegać te działania. Czytamy tam m.in.:

„Analizując możliwości wykorzystania tych urządzeń Wojskowe Biuro Bezpieczeństwa Łączności i Informatyki przeprowadziło testy funkcjonalne oraz opracowało zatwierdzone przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego Szczególne Wymagania Bezpieczeństwa dla Podsystemu Niejawnej Łączności Telefonicznej SZ RP „CYGNUS-MIL”. Potwierdzono techniczna przydatność urządzeń oraz uzyskano formalną akceptację możliwości ich wykorzystania w SZ RP. Zarząd Planowania Systemów Dowodzenia i Łączności – P6 potwierdził potrzebę zakupu w ramach procedury pilnej potrzeby operacyjnej Poszukiwanie innych wykonawców bez uwzględnienia powyższych treści prowadzić będzie do zwiększenia ryzyka realizacji dostawy na wymaganym poziomie, bądź nie wykonaniem dostaw dla Sil Zbrojnych RP w latach 2008-2009″.

Jeśli zatem urządzenia systemu Sylan zyskały akceptację Wojskowego Biura Bezpieczeństwa Łączności i Informatyki oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego, – (a stało się to w okresie, gdy TechLab podpisał już umowę o współpracy z firmą BIATEL, a dokumentacja systemu była przedmiotem zastawu) czym kierowała się ABW, formułując zarzut ujawnienia tajemnicy służbowej i traktując spółkę Tech Lab jako podmiot niewiarygodny?

Czy to oznacza, że służby wojskowe odmiennie, niż cywilne oceniały zagrożenia wynikające z umowy o współpracy TechLab ze spółką BIATEL? Podpisanie umowy z MON oznacza przecież, że treść ustaleń z BIATEL S.A – w tym, zastaw na technologii Sylan – była przedmiotem weryfikacji przez służby wojskowe. Co więcej, można domniemywać, iż SKW nie dopatrzyła się w tym fakcie zagrożenia bezpieczeństwa, skoro w listopadzie ub.r. doszło do podpisania kontraktu.

Również ABW – jak wynika z oświadczenia zarządu TechLab 2000 – była informowana o przewidywanej współpracy z BIATEL. Jeśli wówczas nie dostrzegano problemu ( a był on już realny) – czemu zobaczono go dopiero, gdy doszło do zerwania umowy ze strony BIATEL S.A.?

Czy obecnym zachowaniem i zawiadomieniem prokuratury Agencja chce usprawiedliwić swoje zaniedbania w zakresie ochrony kontrwywiadowczej, czy też (jak twierdzi zarząd Tech Lab2000) – próbuje wykorzystać zaistniałą sytuację, by wyeliminować system Sylan i wprowadzić inne rozwiązania technologiczne?

Wydaje się, iż nie sposób inaczej postrzegać roli ABW w tym konflikcie, jak strony zaangażowanej, a nawet rozgrywającej go we własnym interesie. Nie jest to wyłącznie rola służby odpowiedzialnej za ochronę tajemnicy państwowej, ponieważ towarzyszą jej działania kreujące niektóre sytuacje i zdarzenia.

Z jednej strony, mamy bowiem do czynienia z dwuletnim zaniechaniem certyfikacji systemów zgłaszanych przez Tech Lab 2000, z drugiej – z wdrażaniem przez ABW mobilnego systemu komunikacji niejawnej, nie współpracującego z systemem łączności na bazie Sylan. Z jednej strony – ABW uznaje BIATEL S.A za firmę godną zaufania i udziela jej wysokiej klauzuli bezpieczeństwa przemysłowego oraz akceptuje fakt zawarcia umowy i podjęcia współpracy z firmą Tech Lab, z drugiej – składa zawiadomienie o przestępstwie, gdy tylko zaistniały przesłanki przewidziane w umowie. Można odnieść wrażenie, że zaniechaniem certyfikacji doprowadza się Tech Lab do stanu konieczności, w którym firma zmuszona jest podjąć współpracę z BIATEL, a następnie wykorzystuje ten fakt dla zdyskredytowania Tech Lab i poważenia bezpieczeństwa użytkowania systemu Sylan.

Trudno przecież w kategoriach realnego zagrożenia oceniać fakt powierzenia dokumentacji Sylan spółce BIATEL – która posiada wydane przez ABW poświadczenie bezpieczeństwa przemysłowego do klauzuli „tajne” – podczas, gdy dokumentacja ta ma co najwyżej klauzulę „poufne”. Albo zatem ABW wydało tak wysokie poświadczenie firmie niegodnej zaufania ( i mamy do czynienia z rażącym niedopełnieniem obowiązków), albo celowo generuje i wyolbrzymia się problem, chcąc rzucić bezzasadne podejrzenia na Tech Lab i doprowadzić do wycofania systemu Sylan z administracji centralnej.

W obu przypadkach – sprawa jest na tyle poważna, że powinna stać się przedmiotem zainteresowania parlamentarnej komisji do spraw służb specjalnych, mediów i partii opozycyjnej. Jeśli zarząd Tech Lab 2000 ma rację i celem działań ABW jest eliminacja polskiej technologii Sylan i zastąpienie jej obcymi rozwiązaniami – nie wolno tej sprawy przemilczać lub „zamiatać pod dywan”.

Gdy w marcu 2009 roku media informowały o pojawieniu się w sprzedaży innowacyjnego telefonu Xaos Gamma produkcji Tech Lab 2000, jako ciekawostkę podawano informację, iż rządy takich państw jak Rosja, Białoruś, Turcja, czy Chiny zdążyły już u siebie wprowadzić zakazy stosowania metod szyfrowania, opartych na systemie Sylan. W moim przekonaniu, jeśli państwa znane z łamania demokracji, w ten sposób doceniły polską technologię, że dostrzegły w niej zagrożenie dla swoich dyktatur wynikające z utraty totalnego nadzoru nad przepływem informacji – trudno o bardziej sugestywny dowód wartości systemu opracowanego przez polską firmę.

Jednocześnie – niełatwo oprzeć się wrażeniu, że działania zmierzające do wyeliminowania Sylanu z polskiego rynku, mają źródło w świadomie realizowanej koncepcji zbliżenia Polski do standardów obowiązujących w Rosji czy Białorusi, gdzie władza specsłużb stanowi fundament władzy politycznej.

Tekst z listopada 2009 roku.