Tagi

,

Opus Dei: Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży

Tajemnicze ataki histerii w gimnazjum. Dziewczyny należały do katolickiego stowarzyszenia

 

 5 marca 2013, 2:06

Weronikę w szkole trzymało osiem osób. Modlili się nad nią. A ona krzyczała, charczała niskim głosem… Aż zabrało ją pogotowie. Podobnie jak wcześniej cztery inne uczennice

Nad krajobrazem Wąsewa górują dwie wieże potężnego kościoła z cudownym obrazem Matki Bożej. Tuż za nim, wjeżdżającego na szkolny parking błogosławi z pomnika Jan Paweł II. Na tle krzyża wieńczącego jego pastorał widać krzyże wąsewskiego cmentarza. W gabinecie dyrektora tamtejszego Zespołu Placówek Oświatowych, z zawieszonego w gablocie sztandaru szkoły, uśmiecha się do mnie jej patron – Jan Paweł II.

Dyrektor Roman Malicki lustruje mnie wzrokiem. Jestem pierwszym dziennikarzem, który przyjechał do szkoły. A o sprawie w Wąsewie i całej gminie jest już głośno. Bardzo głośno…

Drgawki, krzyki i pogotowie
– W piątek (22 lutego – przyp. red.) mieliśmy w szkole do czynienia z nietypowymi zachowaniami… – słyszę, że dyrektor szkoły przygotował się do rozmowy ze mną. Starannie dobiera słowa

– Nietypowe zachowania? Z opisu świadków wynika, że było to dość przerażające. Drgawki, krzyki… – wchodzę mu w słowo. – I to nie u jednej gimnazjalistki.

– To jest prawidłowe sformułowanie. To były drgawki, rodzaj ataku – potwierdza dyrektor Malicki. – Zawiadomiliśmy w pierwszej kolejności pogotowie, wezwaliśmy też do szkoły rodziców uczennic. Po przyjeździe pierwszej karetki, ratownicy zdecydowali o wezwaniu kolejnych…

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży działa w parafii Wąsewo od jesieni. To ogólnopolskie stowarzyszenie katolickie, jedna z większych tego typu organizacji w Polsce. Działa niemal we wszystkich diecezjach. W Wąsewie KSM założył nowy wikary – ksiądz Tomasz, młody kapłan, który posługę zaczął tu w zeszłym roku. To jego pierwsza parafia. Od razu wziął się do pracy z młodzieżą. W Wąsewie powstały dwie grupy – dziewcząt i chłopców. Członkami są wąsewscy gimnazjaliści. Ksiądz Tomasz pracuje także w szkole.

– Wszystko zaczęło się w niedzielę, 17 lutego – mówi mi matka Kasi. – Jak one wróciły z rekolekcji w Łomży. Moja córka na nie nie pojechała. Nawet się dziwiłam, bo była zaangażowana w ten KSM. Pytałam jej czy nie jedzie na te rekolekcje, ale powiedziała mi „E tam, szkoda pieniędzy”. 

– I jak one wróciły z tych rekolekcji z Łomży, to je odwieźli do Ostrowi. Tam pojechał po nie nasz wikary. Po trzy dziewczyny. Tak się potem dowiedziałam, bo córki wtedy tam nie było – opowiada mi mieszkanka jednej z wsi opodal Wąsewa. – I wie pan, on nie rozwiózł ich po domach, tylko pojechał na plebanię, żeby mu opowiedziały jak było na tych rekolekcjach. I wtedy podobno był ten pierwszy raz. On się je pytał, jak było w Łomży, one, że fajnie, i na koniec zrobił im na czole znak krzyża. I Weronika dostała ataku. Podobno zaczęła wrzeszczeć, przyleciał ksiądz proboszcz, wzięli hostię i modlili się nad nią. 

Moja córka nie kłamie! Zobaczyła szatana!
Kobieta zawiesza głos.

– To było, jak mówię, w niedzielę. A we wtorek było kolejne spotkanie KSM. I Kaśka też już tam była – kobieta zastanawia się pewnie, jak zareaguję na jej relację. – I wtedy niby zobaczyła, no, no tego szatana, niby… Ja znam swoją córkę! Nie kłamała – szybko dodaje, jakby tłumacząc się przede mną. – Poza tym była taka przerażona.

– Jak to szatana? Gdzie? – dopytuję.

– Ona mi wszystko opowiedziała, chociaż podobno ksiądz przykazał im, żeby o tym nie mówiły. Było to spotkanie KSM-u na wikariacie. I ksiądz wikary dostał telefon od matki Weroniki, że znowu dostała ataku. Wikary zostawił dziewczyny na plebanii i pojechał. A im kazał się modlić. I wtedy Kasia niby tego szatana zobaczyła.

– Nie zmyślała?

– Jak ona od tamtego czasu do szkoły nie chodzi! To była najlepsza uczennica od podstawówki. Całymi nocami książki czytała, w internecie siedziała, a teraz mówi, że do szkoły nie pójdzie. Że się źle czuje, że ją wszystko boli jak księdza wikarego widzi. I woła mnie: „Mamo, zostaw zapalone światło, bo ja nie zasnę”. I tak śpi przy zapalonym…

– Po mojemu to wszystko wina tego wikarego! Od niego się zaczęło – wtrąca ojciec gimnazjalistki.

– Ja skończę – przerywa mu kobieta. Jakby uspokajała męża. – No i jak on pojechał do tej Weroniki, a one zostały na tym wikariacie i zaczęły się modlić, to wtedy tego szatana Kasia widziała. Raz na wieży kościoła i drugi raz, jak mi potem mówiła, kilka metrów od niej był. Ona widziała i jeszcze jedna dziewczyna. Coś czułam, że jest nie w porządku, nawet do niej zadzwoniłam, ale odebrała koleżanka i powiedziała, że Kaśka jest w toalecie. A potem córka przysłała mi SMS-a, żebym przyjechała po nią, bo ona się boi. Jak przyjechałam, to wyszła taka przerażona z wikariatu i potem mi wszystko opowiedziała. To było we wtorek…

Kilka dni później w szkole zaczęły się dziać niezwykłe rzeczy. Przyjechały w sumie cztery karetki. Dwie dziewczynki zostały zabrane przez pogotowie, są uczennicami różnych klas gimnazjum. Po konsultacji medycznej na miejscu dwie kolejne uczennice rodzice odebrali do domu. W ostrowskim szpitalu potwierdzono nam przyjęcie dziewczynek. Ze względu na dobro nieletnich i tajemnicę lekarską nie udzielono nam bliższych informacji o stanie ich zdrowia. W każdym razie fizycznie ze wszystkimi było wszystko w porządku, nie stwierdzono też działania narkotyków. Piątkowe ataki miały różny przebieg i różne nasilenie. Wszystkie łączyło właściwie tylko jedno – histerycznych ataków dostały gimnazjalistki należące do KSM.