Tagi

,

Z Jarosławem Sellinem rozmawiał ks. Waldemar Wesołowski

Na zaproszenie Duszpasterstwa Ludzi Pracy ´90 gościł w Legnicy Jarosław Sellin. Historyk, dziennikarz. W latach 1998-1999 pełnił funkcję rzecznika prasowego w rządzie Jerzego Buzka. Od 1999 r. jest członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Jest też współpracownikiem Opus Dei.

Ks. Waldemar Wesołowski: – Czym jest Opus Dei?

Jarosław Sellin: – To jest oczywiście nazwa łacińska, która oznacza Dzieło Boże. Tak nazwał tę organizację jej założyciel, kanonizowany przez Jana Pawła II dwa lata temu, Josemaría Escrivá de Balaguer. Był on kapłanem hiszpańskim, żyjącym w latach 1902-1975. W 1928 r. miał wizję, w której ujrzał dzieło, które powinien zbudować. Nazwał je Dziełem Bożym – Opus Dei. Jako młody kapłan zrozumiał, że trzeba iść do ludzi świeckich z przesłaniem: należy ich przekonać, że najważniejszym zadaniem dla każdego chrześcijanina jest powołanie do świętości. Jest to zadanie niezwykle ambitne, poruszające, które dotyka najczulszych pokładów duszy. Tę myśl Josemaría głosił niemal przez pół wieku. Dzięki jego nauczaniu i pracy powstały struktury Opus Dei. Dziś działa ono na wszystkich kontynentach, ma ok. 85 tys. członków oraz wielką rzeszę współpracowników. Jest to instytucja kościelna, która ma swojego prałata generalnego w Rzymie, ma swoich wikariuszy w poszczególnych krajach. W Polsce jest 200 członków Opus Dei, nie licząc współpracowników.

– Jak to się stało, że zainteresował się Pan Opus Dei?

– To było w 1997 r., miałem wtedy pewne problemy osobiste. Rozmawiałem na ten temat z przyjaciółmi. Jeden z nich zaproponował mi udział w rekolekcjach, w których on uczestniczy już od pewnego czasu. Okazało się, że to były rekolekcje prowadzone przez księdza, który dzisiaj jest wikariuszem generalnym Opus Dei w Polsce. Tak zacząłem chodzić na dni skupienia, na rekolekcje, zainteresowałem się nauką założyciela, zacząłem czytać książki, które napisał. W ten sposób związałem się z Opus Dei. Obecnie jestem współpracownikiem, a więc są jeszcze przede mną jakieś wyzwania. A więc moje spotkanie z Opus Dei przebiegało zupełnie naturalnie, jak w innych ruchach kościelnych. Ktoś zachęca, proponuje, wreszcie zaprasza.

– Jaka jest różnica między współpracownikiem a członkiem Opus Dei?

– Współpracownik to osoba, która korzysta z formacji Opus Dei: kilkudniowe rekolekcje, dni skupienia, spotkania w kręgach osób świeckich, lektura duchowa, rozważania duchowe, kierownictwo duchowe prowadzone przez kapłana, częsta spowiedź. A więc całe bogactwo propozycji duchowych oferowanych przez Kościół. Współpracownik jednak nie podpisuje jeszcze umowy z prałaturą. Umowa, którą podpisuje członek Opus Dei, zobowiązuje do wielu rzeczy (są to głównie zobowiązania duchowe). Oczywiście, jeżeli ktoś po czasie dojdzie do wniosku, że jednak ta droga, którą kroczy, nie odpowiada mu, nie może jej podołać, może umowę zerwać. Jednak takich sytuacji jest naprawdę niewiele.

– Opus Dei określane jest jako „nowa droga do świętości”. Jak wygląda codzienne życie członka czy współpracownika Opus Dei?

– Do świętości powinien dążyć każdy chrześcijanin. Jednak często większość chrześcijan kiedy myślała w ogóle o świętości, myślała głównie o osobach duchownych. Josemaría kładł jednak nacisk na ludzi świeckich. Zachęcał przez całe życie, żeby dążyć do świętości w każdej sytuacji, w każdym zawodzie, w codzienności. Nie chodzi więc o to, by robić coś nadzwyczajnego, wyjeżdżać na misje, całkowicie poświęcać się Bogu przez praktyki ascetyczne, ale prowadzić dalej swoją pracę zawodową w tym miejscu, w którym można uczciwie, po chrześcijańsku żyć i pracować. To dotyczy każdego człowieka i każdego zawodu, od sprzątaczki zaczynając, na polityku kończąc. A więc chodzi o to, by traktować pracę jako sposób uświęcania siebie i swojego środowiska. Chodzi też o to, by dawać wzór innym, być świadkiem. Kiedy inni patrzą na nas, zaczynają się interesować, zadawać pytania. Wtedy można zacząć rozmowę. To jest też początek apostolstwa. Można zacząć mówić o Bogu, o pracy jako ofierze, którą składamy Bogu. Te rzeczy są ważne dla członków Opus Dei. Ważna jest też jedność życia. To znaczy, że nie ma takiej sytuacji, że od czasu do czasu jesteśmy chrześcijanami, a od czasu do czasu żyjemy w innym świecie i posługujemy się innymi regułami. Taka postawa jest nie do przyjęcia. Zasady dekalogu obowiązują nas w każdej sytuacji: w kościele, w pracy, w życiu rodzinnym.

– W mentalności wielu ludzi pokutuje przekonanie, że Opus Dei to wspólnota dla elit. Czy rzeczywiście jest to lepsza część Kościoła?

– To jest dosyć prowokacyjne pytanie, ale dziękuję za nie. Rzeczywiście takie stereotypy o Opus Dei krążą. Może wynika to z tego, że czasami ludzie odkrywają przy jakiejś okazji, że znana osoba z życia publicznego, politycznego przyznaje się do przynależności do tej wspólnoty. Jednak Opus Dei jest wspólnotą dla każdego chrześcijanina wykonującego każdy uczciwy zawód. Prawdą jest, że Josemaría kładł nacisk na to, by docierać z nauczaniem do szeroko pojętej inteligencji, a więc do ludzi, którzy mają wpływ na kształt życia społecznego, politycznego. Uważał za bardzo ważne, by kształtować świat w duchu chrześcijańskim. A więc w ramach Opus Dei zachęca się ludzi do tego, by się uczyli, by robili doktoraty, by pogłębiali wiedzę w swoich dziedzinach, by byli po prostu ludźmi kompetentnymi. Może stąd wziął się ten stereotyp.

– Wokół Opus Dei narosło wiele legend i nieprawdziwych opinii. Skąd to się bierze Pana zdaniem?

– One pojawiały się od samego początku. Myślę, że bierze się to stąd, że różne instytucje chrześcijańskie, katolickie, które się tworzą i są silne, są często atakowane. Ostatnio słychać z różnych stron nawet taką opinię, że istnieje jakiś zorganizowany atak na Kościół, zwłaszcza w Europie. Organizacje, które mówią o wartościach, które umacniają ludzi w wierze, w przynależności do Kościoła, są atakowane przez środowiska antychrześcijańskie. Myślę, że tak też było i jest z Opus Dei. Ostatnio przeczytałem książkę jednego ze znanych intelektualistów włoskich, założyciela jednego z ruchów katolickich, a w niej pewną refleksję. Autor poznał wiele ruchów i organizacji katolickich, poznał też Opus Dei. Jak sam pisze, zrozumiał jedną prawidłowość. W konfrontacji ze światem zła te wszystkie ruchy i organizacje świeckie jawią się jako harcownicy, którzy próbują przepędzić złe siły. Czasem odnoszą sukcesy, czasem musza się cofnąć. Natomiast za nimi idą takie ciężkie, opancerzone czołgi, które były nie do zwalczenia, przebijały się przez wszystko – to właśnie Opus Dei. Może właśnie dlatego, że działania członków Opus Dei są często bardzo skuteczne, ataki przeciwko nim są tym bardziej ostre.

– Podczas kanonizacji założyciela Opus Dei papież Jan Paweł II przypomniał, że na pierwszym miejscu ma być modlitwa, potem pokuta i działanie. Jak ten ideał sprawdza się w życiu codziennym?

– To jest trudne wyzwanie, żeby znaleźć czas na wszystko: na kontemplację, modlitwę, pracę i obowiązki. To jest też wyzwanie dla każdego chrześcijanina. Josemaría podkreślał, żeby w każdym momencie życia, w każdej sytuacji zadawać sobie pytanie: czy w tym momencie robię to, co rzeczywiście powinienem robić, czy przypadkiem nie marnotrawię czasu? Często mówimy, że nie mamy czasu na modlitwę, że jesteśmy strasznie zabiegani. Albo też, że zaniedbaliśmy jakieś zajęcie, bo musieliśmy się pomodlić. Na ogół jest tak, że są to tylko wybiegi. W rzeczywistości możemy znaleźć czas na wszystko, pod warunkiem, że przyznamy się do tego, że wiele czasu marnujemy. Jeżeli to marnotrawienie czasu zaczniemy eliminować, okaże się, że ten czas mamy. Trzeba pamiętać, każde działanie, praca, bez modlitwy, pokuty, nie odniesie pełnego skutku.

– Czy łatwo jest być chrześcijaninem, członkiem czy współpracownikiem Opus Dei, zwłaszcza w środowisku mediów i polityki?

– Środowisko mediów, polityki pod względem moralnym jest środowiskiem niesłychanie trudnym. Narażone jest bowiem na różne pokusy, wyzwania. To jest władza, a to może powodować, że człowiek niszczy się wewnętrznie, ulega tym pokusom. Ważne jest, by uzbroić się w aksjologiczne przekonania, by temu wszystkiemu nie ulec. Nie jest to łatwe. Świadczą o tym ostatnie spory, przypadek Rocco Buttiglionego, dyskusje o tym, co wolno, a czego nie wolno chrześcijaninowi. Josemaría podkreślał, że uczciwie wykonywany zawód polityka jest dla wierzącego jak najbardziej wskazany, a nawet polecany, pod warunkiem, że osoba taka ma właściwie ustawioną busolę moralną. Myślę, że to jest bardzo ważna potrzeba w Polsce, zwłaszcza w obliczu upadku autorytetu polityka, czasem też dziennikarza. Więc nie należy się odwracać od tej dziedziny życia, ale trzeba w to odważnie wchodzić i naprawiać.

– Jak wygląda struktura Opus Dei w Polce i czym zajmują się jego członkowie?

– Opus Dei pojawiło się w Polsce 15 lat temu. Zrzesza ok. 200 członków, współpracowników ma dużo więcej. Mamy już takie miejsca, do których można przyjechać na dni skupienia, rekolekcje. Mamy domy w Warszawie, Szczecinie, Krakowie. Spotkania odbywają się także w Poznaniu, Gdańsku, Lublinie. Mamy też ośrodek pod Warszawą w miejscowości Boża Wola. Prowadzone są kluby dla młodzieży i dzieci. Są też akademiki dla studentów, którzy chcą być związani z Opus Dei. Studenci ci na przykład prowadzą działalność charytatywną, udzielają się w wolontariacie.

– Czego można życzyć członkom i współpracownikom Opus Dei?

– Przede wszystkim wytrwałości. To, do czego zachęca Josemaría, czyli dążenie do świętości, wymaga wytrwałości.

– Życzę więc wytrwałości i tego, by przynosiła ona jak najlepsze owoce. Dziękuję za rozmowę.

Reklamy