Nie będzie w moim tekście żadnych spiskowych teorii dziejów ani innych podobnych bzdur. Nikt poważny nie może mieć bowiem pretensji do prężnie działającej i doskonale umotywowanej organizacji, podobnie jak trudno zarzucać komukolwiek – bez względu na jego pozycję i wpływy – że kieruje się w swym postępowaniu takim a nie innym światopoglądem, którego wyrazem jest między innymi przynależność do tej czy innej organizacji. Każdemu z nas wolno się dowolnie stowarzyszać, podobnie jak każdemu wolno aspirować do najwyższych stanowisk. I jedno drugiemu nie powinno przeszkadzać, ba – jeśli pomaga, to bardzo dobrze!

 

Co oczywiście nie znaczy, że należy unikać pytań – wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, gdy wokół jakiejś grupy narosło przez dziesięciolecia tyle wątpliwości, ile wokół Opus Dei – Dzieła Bożego. Wszak bliblijna zasada prawda nas wyzwoli obejmować powinna wszystkie prawdy – także te dla katolików mało wygodne.

 

Zanim jednak przejdę do meritum, zachęcam gorąco do zapoznania się z krótką analizą działalności Opus Dei autorstwa publicysty portalu Racjonalista.pl – Mariusza Agnosiewicza, zdeklarowanego ateisty i znanego działacza antyklerykalnego, zarazem wyrafinowanego znawcy historii kościoła.

 

Trudno w tym momencie nie zadać sobie przynajmniej dwóch pytań. Czy członkowie Dzieła w swym postępowaniu kierują się jedynie katolickimi wartościami, czy może również nieco sekciarską lojalnością wobec wpływowej grupy, która ich w dużym stopniu uformowała jako dojrzałych ludzi? I czy pełniąc rozmaite publiczne funkcje, czują się bardziej związani z własnymi wyborcami oraz świeckim państwem, czy może z organizacją będącą de facto forpocztą Watykanu? Bo nie da się ukryć, że choć Opus Dei nie posiada w swych szeregach zbyt wielu kardynałów, to jednak popierani przez OD kandydaci mają największe szanse na Tron Piotrowy. Trudności z sekularyzacją naszej sfery publicznej również nie biorą się znikąd.

 

Prawica uwielbia opowiadać o rozmaitych wpływach obcych agentur – przede wszystkim rosyjskiej. Prawda jest natomiast bardzo prosta: nigdy jeszcze nie udowodniono, by którykolwiek polski polityk posiadał związki z wywiadem obcego mocarstwa. Tymczasem bliskie związki z Dziełem– poniekąd reprezentantem Watykanu – to standard wśród wielu czołowych polityków prawicy. Kilku zrobiło nawet swoisty coming out.

 

Parę lat temu bodajże Newsweek sugerował niedwuznacznie, jakoby Roman Giertych pełnił w OD funkcję supernumerariusza. Sam zainteresowany nigdy tych rewelacji nie potwierdził, aleWarszawka swoje wie. Jadwiga Staniszkis w co drugim wywiadzie podkreśla, jakie to wielkie wpływy posiada były wicepremier i lider LPR.

 

Co najmniej sympatii do Opus Dei nigdy nie krył katolicki fundamentalista Marek Jurek, dziś lider kanapowej Prawicy Rzeczpospolitej, ale nie tak dawno druga osoba w państwie. Nieco wcześniej – aktywny fan Pinocheta, wożący zbordniarzowi święte obrazki w dowód wdzięczności za wycinanieczerwonych. Tajemnicą poliszynela jest członkostwo Jerzego Polaczka, przewodniczącego Polski Plus; za osoby bliskie Dziełu uchodzi ekspremier Kazimierz Marcinkiewicz, poprzednik Polaczka na stanowisku szefa P+ Jarosław Sellin, były minister edukacji eurodeputowany Ryszard Legutko a także były szef TVP Wiesław Walendziak.

 

Polska Plus – przypominam tym, którzy nie mają pojęcia o istnieniu kolejnej prawicowej kanapy – powstała jako partyjna emanacja bezpartyjnego stowarzyszenia promodernizacyjnych konserwatystów o nazwie Polska XXI. Jeszcze kilka lat temu głośno mówiło się, że kandydatem tej przedziwnej formacji na prezydenta RP ma być Rafał Dutkiewicz, ubóstwiany przez mieszkańców prezydent Wrocławia, absolwent KUL. Jak głosi bardzo wiarygodna miejska plotka – członek Opus Dei.

 

Stowarzyszenie Dolny Śląsk XXI (działające poza stukturami Polski Plus) w ogóle wygląda na jakąś osobliwą quasi-partyjną formację, coś na kształt politycznego ramienia Opus Dei we Wrocławiu. Świadczyć o tym może m.in. obecność byłego marszałka województwa Pawła L. Wróblewskiego(prawdopodobnie blisko związanego z Dziełem). Owszem, w DŚXXI znajdziemy również ewangelickiego renegata z Platformy a nawet byłego PO-wskiego marszałka, ale jeśli dodaćKazimierza M. Ujazdowskiego – pełniącego rolę spiritus movens ruchu byłego ministra kultury, członka OD, głównego mentora Wróblewskiego – sprawa wydaje się o wiele bardziej oczywista.

 

Opus Dei posiada wpływy w biznesie, w mediach, oraz w polityce – ta ostatnia uwaga dotyczy niejednej prawicowej partii. Nie oznacza to jednak, że nie istnieją partie bardziej podatne na wpływ Dzieła. Nie zdziwiłbym się również, gdyby pewne ugrupowania powstawały tylko i wyłącznie jako reprezentanci kościelnych interesów.

Reklamy